Blog

Państwo chce udostępnić Rejestr Dowodów Osobistych firmom pożyczkowym. I nie tylko im

Nasz pesel w czyichś rękach

Nasz PESEL czyichś rękachźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ustawodawca chce ułatwić udzielanie pożyczek online. Branża jednak wcale nie chce korzystać z nowych możliwości. Eksperci zaś mówią o ograniczeniu naszej prywatności.

„Interes prawny” zastąpić słowami „interes faktyczny”. Dla laika – zmiana stricte techniczna. W praktyce jednak niezwykle istotna.

Przez wiele lat przedsiębiorcy – gdy chcieli uzyskać dostęp do danych z Rejestru Dowodów Osobistych lub PESEL – musieli wykazać, że posiadają interes prawny. A o to – jak pokazują statystyki – nie było łatwo. Podejmujący decyzje minister cyfryzacji znacznie częściej dostępu odmawiał, niż wyrażał na niego zgodę. Ustawodawca w ramach tarczy 2.0 (Dz.U. z 2020 r. poz. 695) uznał jednak, że lepiej będzie, gdy przedsiębiorcy będą musieli wykazać jedynie interes faktyczny (zmiana w art. 68 w ust. 4 pkt 2 ustawy o dowodach osobistych). Dlaczego tak? Bo – jak tłumaczyli przedstawiciele rządu posłom podczas prac nad ustawą – w dobie pandemii coraz więcej działań podejmujemy bez wychodzenia z domu. Także online chcemy brać pożyczki, zaciągać kredyty oraz kupować sprzęt na raty. Przedsiębiorcy, którzy nam to umożliwiają, powinni zaś mieć możliwość taniej weryfikacji, czy na pewno jesteśmy tymi, za kogo się podajemy. Dziś mogą to robić, korzystając z usług prywatnych baz gospodarczych. Ale to rozwiązanie dla wielu kosztowne.

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zmianę poparli. Większość polityków opozycji wpierw jej w ogóle nie dostrzegło. Dopiero w ostatnich dniach podnieśli raban – już podczas prac Senatu nad tarczą 3.0 – że rząd chce przekazywać dane Polaków m.in. firmom pożyczkowym.

Ograniczony dostęp

Dostęp do rejestru bynajmniej jednak nie oznacza, że pracownik firmy dostaje ogromną bazę, którą może przeglądać, przetwarzać itd. Chodzi tu o tzw. tryb ograniczonej teletransmisji. Polega na tym, że to przedsiębiorca musi wskazać czyjeś dane osobowe, a następnie otrzymuje informację, czy przekazane dane są zgodne z rzeczywistością, czy nieprawdziwe. W Rejestrze Dowodów Osobistych znajdują się takie informacje, jak: imię i nazwisko, numer PESEL, seria i numer dowodu osobistego, data wydania dokumentu oraz jego termin ważności.

Teoretycznie więc powinno być tak: pożyczkodawca otrzymuje od zainteresowanego ofertą potencjalnego klienta skan dokumentu. Następnie podaje uzyskane dane operatorowi rejestru. A ten odpowiada, czy dane są prawdziwe, czy nie. Tylko tyle i aż tyle.

Szkopuł w tym, że branża pożyczkowa uważa, że przygotowane ułatwienie jest jej zbędne.

– Ze względu na czas oczekiwania na decyzję, która może być odmowna, rejestr nie jest użyteczny w profesjonalnej działalności kredytowej lub pożyczkowej, która wymaga szybkiego i elektronicznego dostępu do informacji – twierdzi Jarosław Ryba, prezes Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych. I dodaje, że gdyby Ministerstwo Cyfryzacji chciało instytucjom pożyczkowym prosty dostęp do weryfikacji danych przyznać rzeczywiście, a nie pozornie, po prostu ułatwiłoby realizowanie obowiązków wynikających z ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1115 ze zm.).

Również Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego, nie widzi w zmianie ustawy wartości dodanej dla branży pożyczkowej. Powód?

– Konieczność wykazania interesu prawnego w celu dostępu do rejestru danych nie stanowiła bariery dla legalnie działających instytucji pożyczkowych, ponieważ obowiązek weryfikacji tożsamości pożyczkobiorcy wynika choćby z przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu – wyjaśnia.

Innymi słowy, branża już wcześniej mogła korzystać z dostępu do danych, a po prostu tego nie robiła, bo funkcjonalność rozwiązania, w tym przede wszystkim czas oczekiwania na uzyskanie informacji, była nieporównywalnie gorsza od tego oferowanego przez biura informacji gospodarczej.

Atak na prywatność

W podobnym tonie wypowiada się radca prawny Andrzej Lewiński, zastępca GIODO w latach 2006–2016, teraz prezes Fundacji im. Józefa Wybickiego oraz przewodniczący Komitetu ds. Ochrony Danych Osobowych KIG.

– Argumentacja użyta przez projektodawcę jest nietrafna, bo w prowadzeniu akcji pożyczkowej czy sprzedaży na raty firmy były w stanie wykazać interes prawny. Zamiana tego pojęcia na „interes faktyczny” spowoduje zaś, że dostęp do danych Polaków może uzyskać wiele podmiotów, którym niekoniecznie chcielibyśmy go dać – uważa. A fakt – zdaniem Lewińskiego – że mowa jedynie o dostępie ograniczonym, weryfikacyjnym, nie oznacza, że nie ma kłopotu. Po pierwsze, można sobie wyobrazić sytuację, w której firma zbiera dane osobowe znacznie większej liczby osób, niż w rzeczywistości potrzebuje (ktoś np. odstępuje od zawarcia umowy). Po drugie, istotą jest odpowiednie zabezpieczenie danych, które pozyskują prywatne podmioty.

Obawy o sposób wykorzystywania danych osobowych ma także rzecznik praw obywatelskich. Adam Bodnar w swym stanowisku, które przekazał pod koniec kwietnia 2020 r. ministrowi spraw wewnętrznych i administracji Mariuszowi Kamińskiemu, spostrzega, że „zastąpienie w ustawie o dowodach osobistych przesłanki interesu prawnego niejasną i zupełnie dowolną przesłanką interesu faktycznego jest zbyt daleko posuniętą swobodą w udzielaniu podmiotom (jakimkolwiek), które taki interes faktyczny wykażą, dostępu – w sytuacji ograniczonej teletransmisji danych – do danych osobowych obywateli”. I dalej, że stwarza to duże ryzyko dowolności oceny, a tym samym nadużywania tego uprawnienia.

Eksperci zastanawiają się, czy dostęp do rejestru uzyska np. – jeśli tylko będzie chciał – budowlaniec, z którym umówimy się na zlecenie mu prac wykończeniowych w mieszkaniu, albo właściciel sklepu spożywczego, który organizuje konkurs dla osób w określonym wieku.